Poczucie wartości… Jakie to ma znaczenie?!

with Brak komentarzy

Nie mogę mówić w obcym języku, bo za mało umiem. Mam okropny akcent. Na pewno się ośmieszę. Inni uczą się szybciej. Inni znają język lepiej. Jeśli spróbuję coś powiedzieć, czy napisać, na pewno ktoś mnie skrytykuje, wytknie moje błędy… Brzmi znajomo?

Dla mnie bardzo. Tak właśnie myślałam o sobie w kontekście języków ( i nie tylko, ale to osobna historia).Miałam negatywne doświadczenia w tym zakresie. Nie pomyślałam, żeby spróbować innego sposobu, w innym miejscu. A gdzie tam! Nie miałam po co myśleć, sprawa była prosta. Nie wychodzi mi, bo to ja się do tego nie nadaję. Powiedziałam coś niepoprawnie? Jak widać nie potrafię się nauczyć prostej rzeczy. Po co więc w ogóle się uczyć? Człowiek powinien zajmować się tym, co robi dobrze. Języki obce nie są dla mnie.

Wciąż porównywałam się z innymi. Ja mówię źle, ale inni mówią z czystym akcentem. Ja nie potrafię zapamiętać tej reguły, ale inni wchłaniają po prostu wszystkie (pewnie przez absorpcję). Ja nie umiem sklecić zdania, inni mówią, jakby to był ich język ojczysty.

Bałam się krytyki. Dlaczego? Bo krytykujący mają rację! Jestem beznadziejna, nie potrafię, na pewno nigdy nie będę potrafić… Nie ma tu więc z czym dyskutować. Przeciwstawiać się? Jak można przeczyć „faktom autentycznym”?!

Miałam nadmierne oczekiwania. Uczę się dopiero tydzień? To żaden powód, żeby nie znać już języka perfekcyjnie! Skoro zaczęłam… Wiadomo, że POWINNAM rozmawiać bez problemu, czytać książki w oryginale, tłumaczyć teksty w jeden dzień (bardziej wskazane byłoby kilka godzin).

Czułam nieustannie presję otoczenia. Inni oczekują ode mnie, że tak właśnie będzie, dlatego krytykują, poprawiają, wytykają błędy i dziwią się, że w ogóle odważyłam się odezwać. I całkiem słusznie! Skoro nie potrafię, powinnam siedzieć cicho i nie wygłupiać się.

Niepowodzenie… To się przydarzało tylko mi, wiadomo. Dlatego, że taka niezdarna jestem. Gdybym była bardziej inteligentna, bardziej odważna, bardziej….. (już nie pamiętam, ale można wrzucić cokolwiek), nigdy by się to ie zdarzyło! Nauka to przecież nieustanne pasmo sukcesów! Dla tych, którzy się do tego nadają, oczywiście.

Najlepsze w tym wszystkim było to, że gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że tak właśnie o sobie myślę, byłabym oburzona. Można mieć niskie poczucie wartości i być przekonanym, że jest odwrotnie. Więcej, można skutecznie przekonać o tym innych. Większość moich znajomych nie może uwierzyć, że byłam tak niepewna siebie. Przynajmniej w robieniu wrażenia byłam dobra. Byłam mistrzynią udawania. A to jeszcze pogarszało sprawę, bo takim osobom się nie pomaga. Jeśli ktoś jest pewny siebie, świetnie sobie radzi, nie przejmuje porażkami, nie potrafi przyjmować pomocy, bo sam wie najlepiej (bądź sprawia takie wrażenie)…. Wpada we własną pułapkę. Innymi słowy: udawałam, że sobie radzę – ludzie tak mnie odbierali – wymagania wobec mnie rosły (moje i innych) – poczucie wartości spadało – poczucie bezradności rosło. I jak tu przyznać się do tego, że się czegoś nie umie? Lepiej nie robić! Niestety to „lepiej” jest na bardzo krótko. Ktoś odzywa się do mnie po angielsku, a ja wpadam w panikę… Gdzie to „lepiej”? Ktoś inny rzuca żart z obcym słowem, wszyscy się śmieją, tylko nie ja… Gdzie to „lepiej”? Wyjeżdżam za granicę i nie mam odwagi powiedzieć „dzień dobry”. Gdzie to „lepiej”? Etc., etc.

Najtrudniej było mi zrezygnować z dążenia do perfekcjonizmu. Długo byłam przekonana, że są tylko dwie możliwości: jestem perfekcyjna albo nie umiem nic. „Pani Idealna” długo nie dawała za wygraną. W językach pomogło mi zakochanie się w hiszpańskim. Tak bardzo chciałam poznać ten język, że „Pani Idealnej” coraz częściej zaczęłam mówić: ‘¡callate!’ (zamknij się!). Wciąż próbuje wracać, ale jestem już na nią uodpornionaJ

Przestałam skupiać się na tym, czego nie umiem, a zaczęłam skupiać na tym, co umiem. Już nie patrzyłam, ile przede mną, tylko ile już osiągnęłam. Dzięki temu miałam coraz więcej i więcej małych sukcesów, które przekuły się w większe.

Pozwoliłam sobie robić błędy, ważniejsze zaczęło być to, żeby próbować. Nie wyrzucałam już sobie niepowodzeń, tylko szukałam nowych rozwiązań. Przestałam patrzeć, ile mam do zrobienia, co jest trudne, tylko codziennie robiłam trochę. I nagle ze zdumieniem stwierdzałam: rany, ja już tyle umiem. Wczoraj (tydzień, miesiąc temu) nie rozumiałam – dziś coś jest jasne. Porażki tak naprawdę przestały dla mnie istnieć.

Zrozumiałam, że to ja, nie inni ludzie, nie okoliczności, nie wydumane predyspozycje sprawiają, że mogę coś zrobić. To ja decyduję!

Ostatnio czytałam, że Robert Korzeniowski wygrał złoto w Atenach dlatego, że taki cel postawił sobie po dyskwalifikacji w Barcelonie. Zacisnął zęby i wziął się do roboty, po prostu. Sukces to 10% talentu i 90% pracy. Jeśli zabraknie talentu… łatwo obliczyć, ile można osiągnąć.

Nauka języka nie jest magią, już pisałam: nie potrzeba do tego żadnych szczególnych uzdolnień. Trzeba za to pracować, najlepiej zgodnie z indywidualnymi predyspozycjami i własnym rytmem. To na odkryciu własnych możliwości, na znalezieniu własnych rozwiązań trzeba się skupić. I w tym właśnie mogę pomóc. Wtedy tej pracy jest mniej, ale nie jest tak, że nie ma jej w ogóle.

Ale z poczuciem wartości bywa tak, że jeśli zdecydujemy się je wzmocnić, szybko następuje coś, co nazywa się sprzężeniem zwrotnym. W prostych słowach… Zaczęłam pracować nad moją pewnością siebie, to pomogło mi w nauce języków. Z kolei znajomość języków wzmacnia moją samoocenę. To wspaniałe uczucie w wielu miejscach świata czuć się jak w domu. Rozumieć, być rozumianym, móc się komunikować.

Już nie wpadam w panikę, kiedy ktoś odezwie się w obcym języku. Po prostu rozmawiam. Ktoś mówi w języku, którego nie znam? Najpierw pytam, czy nie mamy jakiegoś wspólnego. Dopiero kiedy okaże się, że nie – używam rąkJ Codziennie komunikuję się swobodniej. A świadomość, że dokonałam tego sama, przez własną decyzję, własną determinację, przełamanie własnych lęków, dodaje mi skrzydeł.

Jakiś czas temu przyjaciółka w żartach powiedziała, że jak nie będzie czegoś wiedzieć, to zapyta mnie, bo ja wiem wszystko. Odpowiedziałam, że nie, na stolarstwie się nie znam. I zaraz dodałam: „A za jakiś czas będę mówić – 2 lata temu twierdziłam, że stolarstwo nie jest dla mnie…” 🙂

Teraz, jeśli nie umiem jakiegoś języka (albo czegokolwiek innego), mówię „Prawdopodobnie JESZCZE nie umiem”:)

Jeśli mój post pomógł Ci w czymś, do czegoś Cię zainspirował – napisz mi o tym w komentarzu.

Please follow and like us:
error: Zawartość chroniona

Zapisz się na kurs "Zapamiętaj słowa raz a dobrze!"

Zapisując się na kurs wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych danych w celu otrzymywania newslettera. Wyrażam zgodę na przesyłanie mi informacji handlowych o produktach.

autoresponder system powered by FreshMail
 

ZAPISZ SIĘ NA BEZPŁATNY MOTYWATOR JĘZYKOWY I ODBIERZ SWÓJ PREZENT

Wyrażam zgodę na prze­twa­rza­nie po­da­nych danych w celu otrzy­my­wa­nia newslettera. Wyrażam zgodę na otrzy­my­wanie in­for­ma­cji han­dlo­wych o produktach.

autoresponder system powered by FreshMail