Dziś po raz kolejny usłyszałam, że ktoś zna za mało język obcy, żeby w nim mówić. I dzisiaj mnie to zwyczajnie wkurzyło! Nie, nie to, że ta osoba to powiedziała. Tylko to, że znajomość języka obcego urasta do miana jakiejś supermocy! Gdzie jest ta granica, po przekroczeniu której wolno zacząć mówić? Kto ją wyznaczył?

Często słyszę, jak pomniejszamy swoją znajomość języka. Mnóstwo ludzi mówi, pisze,  ale wielu twierdzi, że go nie zna. Deprecjonujemy własną wiedzę w tym zakresie, ale poziom innych równie chętnie. I dlatego pytam o granice. Myślę, że to także sprawia, że tak się boimy mówić.

„Moje dzieci mówią dobrze po niemiecku. Wprawdzie Goethego nie cytują….”. No właśnie. Zostawmy dzieci. Ilu dorosłych Polaków cytuje Mickiewicza? A jeśli już, to jak często? Jeśli mielibyśmy mierzyć znajomość polskiego w cytatach ze Słowackiego, okazałoby się, że ok. 80 obywateli Polski nie zna naszego języka! Dlaczego więc naszą znajomość języka obcego ma określać znajomość tamtejszych poetów w oryginale? Jeśli ktoś zna, super! Jestem za! Ale to nie jest obowiązek, na litość!

„Nauka języka to długotrwały proces…”. A dlaczego? Wszyscy nagle muszą pisać prace magisterskie albo tłumaczyć książki? Jeśli tak, no to rzeczywiście, trochę to trwa. Ale jeśli chcemy wyjechać albo porozmawiać nie musimy czekać zbyt długo. Sama tak myślałam, a pewnie. I gdybym nie wybiła sobie z głowy tej bzdury, nie mogłabym siedzieć w restauracji w Monachium (po 4 miesiącach uczenia się niemieckiego) przy jednym stole z Austriakami i Hiszpanem (wtedy uczyłam się hiszpańskiego rok), nie rozmawiała przez 3 godziny jednocześnie po niemiecku i hiszpańsku, tłumacząc z jednego na drugi i słysząc: „Ile uczysz się niemieckiego? 4 miesiące? Sama? Niemożliwe! Przecież rozmawiamy o wszystkim!”. Wszystko znaczyło tu: jedzenie, napoje, jakich warto spróbować, rodzina  każdego z nas, obecna sytuacja w Polsce, Hiszpanii (także ostatnie referendum w Katalonii) i Austrii, muzyka Mozarta i Bacha, zabytki Monachium, obrazy, które można zobaczyć w Pinakotece i jak wygląda zwiedzanie fabryki BMW. I wtedy wiedziałam wprawdzie, że w niemieckim jest coś takiego, jak szyk przestawny, ale nie doszłam jeszcze do tego, kiedy i jak się go używa. O innych rzeczach nie wspomnę. A gdyby to było kilka lat wcześniej? Co za pytanie! Siedziałabym w domu, twierdząc, że nie dość dobrze znam język. A tymczasem można rozmawiać w ten sposób znając niewiele więcej niż podstawowe słowa. Brzmi niewiarygodnie? Po polsku możemy rozmawiać np. o muzyce nie znając wyszukanego słownictwa. Skąd więc pomysł, że w języku obcym nie?

Ano stąd, że wbijamy sobie do głowy takie rzeczy, nawet ich nie sprawdzając. Języki obce otoczone są jakimś mitem. Kiedy słucham czasami rozmów na ten temat, mam wrażenie, jakby ludzie komunikujący się bez problemów byli obdarzeni jakąś naprzyrodzoną mocą. Istnieje podział na znających (czytaj: biegle) i nie znających wcale. Pośrodku nie ma nic. Ludzie się nie uczą, bądź uczą i nie umieją  albo umieją (bo póki nie dość dobrze, siedzą cicho i się uczą). Nie, nie zwiedzie mnie termin: „trochę”. W Polsce ten, kto mówi trochę, zazwyczaj umie dość dużo, ale myśli, że w zasadzie to nic. Ciekawe, że w innych krajach „trochę” znaczy czasami 5 słów.

Nie tak dawno przeczytałam: „Boję się powiedzieć nawet nazwę mojej firmy, bo obawiam się, że ktoś mi zarzuci zły akcent”. Zarzuci! Przyznam, że mnie to zmroziło. Ale tak – nasze lęki to jedno, a presja otoczenia, że język trzeba znać perfekcyjnie, to drugie. Krytykujemy siebie nawzajem bardzo chętnie. Obcokrajowcy raczej nas chwalą. Czasami zdarza się inaczej, ale to nie jest norma. Rozmawiałam z kobietą, która jeździ do Niemiec do pracy co jakiś czas. Na początku mówiła po niemiecku, ale jej pracodawczyni wyśmiewała jej błędy, więc przestała. Opowiedziałam jej o tym, jak na samym początku mojej nauki jeden Hiszpan roześmiał się z powodu jakiegoś mojego błędu. Pierwszą moją myślą było: „ok, nie nadaję się się”. Ale za moment powiedziałam do niego: „Powiedz to po polsku”. Przetłumaczyłam to i dodałam: „ja po polsku mówię świetnie, bo to mój język ojczysty. Jednak ciekawa jestem, jak pójdzie tobie”. Nie wyśmiewał więcej moich błędów.

Kobieta powiedziała, że tak, to bez sensu, że odbiera sobie tak dobrą możliwość, jak pobyt w obcym państwie. I że będzie mówić! A jeśli sytuacja z wyśmiewaniem się powtórzy, zrobi to samo co ja. Mam nadzieję, że rozmawia po niemiecku!

 Zdanie z jednego z moich ćwiczeń z gramatyki: Wielu Polaków uczy się angielskiego i niemieckiego, niektórzy Niemcy znają angielski, ale niewielu Anglików zna język obcy.
Oczywiście to tylko ćwiczenie, żaden dowód. Ale tak, pokazuje pewną tendencję.

Mówimy wieloma językami. Obcokrajowcy często kiedy słyszą „Polak” – pierwsze skojarzenie: szybko uczy się języka i dobrze mówi. Rozmawiam z wieloma ludźmi, z całego świata. Wiem, co piszę. Z ciekawości poszukałam informacji w internecie. Na 28 państw Unii Europejskiej  jesteśmy na  11 miejscu w rankingu znajomości języków. To naprawdę dobre miejsce!

Nie mam pojęcia, skąd się biorą te wielkie wymagania wobec języków.  Zastanawiające, że wszyscy, obowiązkowo, uczymy się matematyki. I nikt od siebie (i od nikogo innego) nie wymaga bycia matematycznym geniuszem. Jeśli umiemy policzyć pieniądze w sklepie, podsumować rachunki do zapłacenia  i wypełnić PIT, jest ok. Nie musimy udowadniać całemu światu, że mamy odpowiednie kwalifikacje, żeby ugotować obiad. I nikt nas o to nie zapyta. Ile osób zastanowi się, czy wystarczająco dobrze umie upiec ciasto lub uszyć sukienkę, zanim to zrobi? Mnie wczoraj wyszedł zakalec. Ucieszyłam się, bo ja lubię, a dotąd ciasto wyrastało. Ale może powinnam przestać piec?

A nasz poziom wykształcenia językowego (i nie tylko), jest naprawdę wysoki! Inne kraje zostawiamy daleko w tyle. Zamiast więc stawiać sobie zbyt wysokie wymagania, poprzeczki, do których nie możemy doskoczyć, zacznijmy być wreszcie dumni! Perfekcjonizm jest wadą, nie zaletą! Przestańmy go gloryfikować, to może zaczniemy wreszcie używać języka i wierzyć, że robimy to dobrze!

Chcę, żeby było jasne – zachęcam do tego, żeby jak najlepiej poznać język obcy; słownictwo, gramatykę, kulturę. Ale jeśli ktoś nie chce poznawać języka tak głęboko, chce np. rozumieć tekst, który czasami potrzebny mu jest w pracy, wyjechać i umieć dogadać się na podstawowym poziomie, być może tylko zapytać o numer pokoju i godziny posiłków, nawet w stylu „Kali być, Kali mieć” – jego sprawa!

Znajomość języka obcego to taka sama umiejętność jak każda inna. A umiejętności są po to, żeby z nich korzystać (na takim poziomie, jakiego my sami potrzebujemy), a nie być z nich bezustannie egzaminowanymi.

Jeśli mój post pomógł Ci w czymś, do czegoś Cię zainspirował – napisz mi o tym w komentarzu.

Please follow and like us:

Zapisz się na kurs "Zapamiętaj słowa raz a dobrze!"

Zapisując się na kurs wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych danych w celu otrzymywania newslettera. Wyrażam zgodę na przesyłanie mi informacji handlowych o produktach.

autoresponder system powered by FreshMail
 

ZAPISZ SIĘ NA BEZPŁATNY MOTYWATOR JĘZYKOWY I ODBIERZ SWÓJ PREZENT

Wyrażam zgodę na prze­twa­rza­nie po­da­nych danych w celu otrzy­my­wa­nia newslettera. Wyrażam zgodę na otrzy­my­wanie in­for­ma­cji han­dlo­wych o produktach.

autoresponder system powered by FreshMail
 

Jak rozumieć nativów? - Zapisz się na webinar

Zapisując się na kurs wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych danych w celu otrzymywania newslettera. Wyrażam zgodę na przesyłanie mi informacji handlowych o produktach.

autoresponder system powered by FreshMail