Dostrzegaj małe sukcesy i ciesz się nimi!

with 1 komentarz

Dostrzegaj małe sukcesy i ciesz się nimi!
Patrzę właśnie na ogród widoczny na zdjęciu. Dziś nie ma słońca, ale cieszę się, że czasem to wygląda właśnie tak.

To nie jest mój dom, teraz przez chwilę w nim mieszkam. Jednak jestem przekonana, że gdybym nie nauczyła się dostrzegać małych sukcesów i cieszyć nimi, w niedzielę nie byłoby mnie w tym ogrodzie, nie piłabym tego aperitivu, nie jadła tych słodkich truskawek i nie czuła całą sobą, że życie naprawdę jest piękne.

Co to ma wspólnego z językami? Ano na przykład to, że ten dom i ogród jest w Niemczech 🙂Pisałam ostatnio o Pani Idealnej. Jak na taką osobę przystało, mogłam mieć tylko spektakularne sukcesy, innych po prostu nie było. Problem w tym, że tych spektakularnych też niewiele. Nie osiągamy ich znowu tak często. Inna sprawa, że dążąc do perfekcji, do ideału, zwykliśmy pomniejszać nasze sukcesy. Nie patrzymy na to, co osiągnęliśmy, tylko na to, czego jeszcze nie zrobiliśmy.

Kiedyś, kiedy uczyłam się języka, chciałam wszystko umieć już i w niczym nie byłam dość dobra.

Jakiś czas temu zainteresowałam się tzw. myśleniem pozytywnym, zaczęłam się uczyć cieszyć drobiazgami i to zmieniło moją perspektywę. Warto jednak pamiętać, że pozytywne myślenie to początek! Nie znajdziemy pracy, powtarzając sobie: ‘znajduję wymarzoną pracę’, tylko trzeba się ruszyć i o nią postarać. Nie poznamy fajnego faceta, siedząc w domu przed telewizorem i czasami szepcząc do siebie: ‘poznaję miłość mojego życia’, trzeba z tego domu wyjść. No i nie nauczymy się angielskiego, pisząc na kartce: ‘znam angielski’. Od tego można zacząć, ale potem lepiej na tej kartce zacząć pisać ćwiczenia 🙂 Pozytywne myślenie to zmiana nastawienia. A nastawienie jest po to, żebyśmy zaczęli działać z wiarą w powodzenie. Dlatego to jest ważne, nie dlatego, że robi się samo. Tak, optymizmu można się nauczyć. Podobnie jak języków.

Teraz nie muszę wszystkiego umieć od razu, natychmiast rozumieć i nie robić błędów. Polubiłam moje pomyłki, zwykle się z nich śmieję, i… dzięki nim szybciej się uczę.

Kiedy zaczynałam naukę hiszpańskiego, przerażała mnie ilość czasów. Jak to wszystko ogarnąć? Kosmos. Przestałam więc próbować ogarniać. Robiłam ćwiczenia, oglądałam seriale i rozmawiałam. I pewnego dnia… zauważyłam, że po prostu te czasy stosuję! No to był powód do świętowania! Miałam problemy z tymi wszystkimi rodzajnikami, zwłaszcza, kiedy zastępowały tylko słowo. Aż okazało się, że ich stosowanie weszło mi w krew. Tego dnia, kiedy to zauważyłam, obwieściłam to 3 przyjaciółkom. To był kolejny sukces! No a ‘subjuntivo’? Jeśli ktoś uczy lub uczył się tego języka, wie, że dla nas to nie ma żadnej logiki. Ok, dla mnie nie miało. Do  dziś zdarza mi się robić błędy w przypadkach, których nie określają jasne reguły. Tu cieszyłam się z każdego razu, kiedy użyłam go poprawnie! A najpierw z tego, że zauważam go w zdaniach moich rozmówców.

Niemiecki ze sławnymi „der, die das”, trudną, mimo jasnych zasad, gramatyką… Czasami nadal muszę ułożyć sobie zdanie w głowie, zanim je wypowiem. Ten szyk przestawny dla mnie jest kompletnie nienaturalny. Ale to tylko zwiększa radość, kiedy coś opanuję.

Przy każdym języku cieszę się każdą oznaką, że umiem język lepiej niż do tej pory. Pierwsza piosenka, którą rozumiem. Pierwsza rozmowa telefoniczna. Rozumiem 50 % czytanego artykułu… „Wczoraj” rozumiałam 30%! Oglądam film i rozumiem więcej, wreszcie wszystko. Pierwsze pójście do kina. Bo mogę! (Przede mną jeszcze teatr. To na pewno będzie święto 🙂 ). Pierwsza rozmowa bez „proszę powtórzyć, proszę mówić wolniej”. Żarty w panią na poczcie… Bo mogę! Bo mnie rozumie, a ja ją. Właśnie! Pierwszy rzucony przeze mnie zabawny tekst w obcym języku, który jest właściwie zrozumiany. Pierwsze objaśnienie drogi, pierwsza pomoc komuś, kto nie zna języka, pierwsze usłyszane: „Naprawdę SAMA się tego nauczyłaś” i jeszcze ważniejsze „W tak krótkim czasie?”.  Pierwsze i kolejne, bo nie tylko początki dają motywację. Uwielbiam ten moment, kiedy uświadamiam sobie: „Rany! Ja to rozumiem, wiem jak użyć”. A do niedawna to była czarna magia.

Takich powodów do radości mam mnóstwo w każdym tygodniu. Zwracam uwagę na każdą, nawet najmniejszą nową umiejętność. I cieszę się nią jak dziecko. To mnie motywuje do dalszej pracy.

Zdarzają mi się gorsze dni, kiedy myślę: ja tego nie opanuję. Ale wtedy… po prostu robię swoje, chociaż trochę. Przechodzi –  jak wszystko.

I dlatego nauka języków sprawia mi ogromną frajdę. Dla mnie to nieustanne pasmo sukcesów!

Jeśli mój post pomógł Ci w czymś, do czegoś Cię zainspirował – napisz mi o tym w komentarzu.

Please follow and like us:
error: Zawartość chroniona

Zapisz się na kurs "Zapamiętaj słowa raz a dobrze!"

Zapisując się na kurs wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych danych w celu otrzymywania newslettera. Wyrażam zgodę na przesyłanie mi informacji handlowych o produktach.

autoresponder system powered by FreshMail
 

ZAPISZ SIĘ NA BEZPŁATNY MOTYWATOR JĘZYKOWY I ODBIERZ SWÓJ PREZENT

Wyrażam zgodę na prze­twa­rza­nie po­da­nych danych w celu otrzy­my­wa­nia newslettera. Wyrażam zgodę na otrzy­my­wanie in­for­ma­cji han­dlo­wych o produktach.

autoresponder system powered by FreshMail